Szkolna Gazeta Internetowa Liceum Ogolnoksztalcacego im. Mikolaja Kopernika w Tarnobrzegu

Trudne starcie z legendą   

Dodano 2017-11-02, w dziale recenzje

Od pewnego czasu w światowym kinie panuje moda na kręcenie filmów w oparciu o znane dzieła. Niestety, w takich produkcjach chodzi głównie o łatwy zysk, a sprawy artystyczne stają się często drugorzędne. Zatem najczęściej to nic innego jak próba sprzedania produktu w nieco innym opakowaniu. W ten sposób ekrany kin zalewa fala przeciętnych filmów z bardzo rozbudowanym marketingiem. Jednak niekiedy (choć rzadko) trafi się też jakaś perła. Takim właśnie obrazem jest według mnie najnowszy film Denisa Villeneuve „Blade Runner 2049”, będący sequelem kultowego już „Łowcy androidów” Ridleya Scotta z roku 1982.

/pliki/zdjecia/1_16.jpgReżyserią kontynuacji, uznawanego za klasykę kina Sci-Fi filmu, zajął się wspomniany Denis Villeneuve, sccenariusz napisali Hampton Fancher i Michael Green, muzykę skomponowali Benjamin Wallfisch i Hans Zimmer, a za kamerą stanął jeden z najwybitniejszych operatorów naszych czasów Roger Deakins. W główne role wcielają się zaś w tym obrazie Ryan Gosling, Harrison Ford, Ana de Armas, Jared Leto oraz Robin Wright i czynią to znakomicie.

Jedną z najlepszych stron tego filmu jest jego aspekt wizualny. Wielu krytyków i widzów uważa nawet, że „Blade Runner” to jeden z najlepiej nakręconych filmów w historii kina. Absolutny top sztuki filmowej. Każde ujęcie jest tu perfekcyjnie oświetlone i wykadrowane, nadając scenom niepowtarzalny klimat, przez co ten bardzo zdewastowany i zdegenerowany postapokaliptyczny świat, robi na widzu niesamowite wrażenie. Całość wygląda imponująco, a widz przez cały seans nie może oderwać wzroku od ekranu. Muzyka współtworzy klimat i świetnie podkreśla emocje towarzyszące głównym bohaterom, pozwalając widzowi jeszcze pełniej wczuć się w przebieg wydarzeń. Vangelis w produkcji Ridleya Scotta korzystał głównie z syntezatorów, wydobywając z nich delikatne, miejscami nawet bluesujące frazy, za to Benjamin Wallfisch i Hans Zimmer poszli tu zdecydowanie w kierunku elektronicznego heavy metalu. Równie ważny jest tu także montaż, który na pewno nie jest dynamiczny, ale myślę, że to specjalny zabiegi, by widz mógł delektować się do woli wszystkimi perfekcyjnymi ujęciami Deakinsa i miał czas na głębszą refleksję.

Villeneuve rozpoczyna film od podkreślenie swojej odrębności w stosunku do oryginału, a jego wizja świata przyszłości jest nie tylko bardziej sterylna, ale pokazuje również ogromny postęp w dehumanizacji, jaki dokonał się w ciągu 30 lat, które różnią obie części. /pliki/zdjecia/2_15.jpgReżyser bez wątpienia starał się bardzo odejść od oryginału, ale mam wrażenie, że nie do końca mu się to udało, szczególnie pod koniec filmu.

Akcja filmu rozgrywa się, jak już powyżej wspomniałem, 30 lat po wydarzeniach z pierwszej części, czyli w roku 2049. Jest stosunkowo prosta, ale nie banalna. Wielu uważa, że przykuwa widza do fotela i zapiera dech w piersiach. Podobnie jak w „Łowcy androidów” Scotta, akcja rozgrywa się w futurystycznym Los Angeles, w którym specjalne jednostki policji ścigają ukrywających się w społeczeństwie androidów. Pomimo tej całej fantastycznej otoczki, jest to jednak moim zdaniem bardziej film o człowieku, a nie o robotach. Twórcy obrazu zadają tu wiele istotnych pytań, skupiając się zarówno na kwestiach moralnych i walce człowieka z przeznaczeniem, jak i na szerszych problemach społecznych. Reżyser straszy nas również skutecznie wizją społeczeństwa wyalienowanych bytów, które w zaciszach własnych, pustych mieszkań, snują swoje iluzje wyjątkowości. Nie gloryfikuje jednak ani nie potępia żadnych ludzkich zachowań, pozostawiając ich interpretację widzom. I choć to w końcu film science-fiction, to z dużym prawdopodobieństwem można zaryzykować twierdzenie, że z takimi bądź bardzo podobnymi problemami, przyjdzie się nam albo też kolejnym pokoleniom, niechybnie zmierzyć w niedalekiej przyszłości.

/pliki/zdjecia/3_13.jpgTo bezsprzecznie jeden z lepszych filmów tego roku i ukłon w stronę fanów legendarnego oryginału Ridleya Scotta. Z pewnością będzie się liczył w walce o Oscary za rok 2017. Film ogląda się dobrze, ale warto to robić na dużym ekranie, bo tylko tak da się poczuć cudowne przytłoczenie jego wizualną urodą. Twórcy świadomie rezygnują tu według mnie z szybkiego tempa i komputerowego efekciarstwa na rzecz zainteresowania człowiekiem i opowiedzenia historii o jego moralnym upadku. Na mnie obraz ten zrobił ogromne wrażenie, bo nie można mu odmówić klimatu, głębi oraz przesłania. Od pierwszych kadrów widać, że nic nie dzieje się tu przypadkiem, a twórcy naprawdę mieli pomysł i wiedzieli też, jak go zrealizować.

Grafika:

Oceń tekst
  • Średnia ocen 5.8
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
Średnia ocena: 5.8 /4 wszystkich

Komentarze [0]

Jeszcze nikt nie skomentował. Chcesz być pierwszy?

Dodaj komentarz

Możesz używać składni Textile Lite

Aby wysłać formularz, kliknij na żyrafę (zabezpieczenie przeciw botom)

Najaktywniejsi dziennikarze

Snotra 28snotra
Morti 25morti
Lola 20lola
Lucy 17lucy
Rita 17rita

Wspierają nas:


Ian Boon Talk Easy
TFS Leonardo
OSK Dobra Szkoła

Ilość osób aktualnie czytających Lessera

Znalazłeś błąd? - poinformuj nas o tym!
Copyright © Webmastering LO Tarnobrzeg 2017
Do góry