Szkolna Gazeta Internetowa Liceum Ogolnoksztalcacego im. Mikolaja Kopernika w Tarnobrzegu

Horrory z wymęczonym happy endem   

Dodano 2021-03-21, w dziale inne

Wyobraźcie sobie, że siedzicie na lekcji języka polskiego w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Wasza pani zaplanowała, że dziś w trakcie zajęć przeczyta wam fragment bajki popularnego francuskiego bajkopisarza Charles'a Perraulta "Tomcio Paluch". Co może pójść nie tak? Nauczycielka bierze do ręki książkę i zaczyna czytać. Na początku klasa słucha z ogromnym zaciekawieniem, jednak już po chwili zaczynacie dostrzegać na twarzach części waszych kolegów i koleżanek strach, a nawet przerażenie. Nauczycielka nie przerywa jednak czytania...

/pliki/zdjecia/baj1_2.jpg Pozwólcie, że na początku zapytam, ilu z was, drodzy czytelnicy, posiada w domowych zbiorach baśnie braci Grimm, Ch. Perrault, H. Ch. Andersena, J. de la Fontaine, czy innych autorów? Jeśli nawet ich nie macie, to i tak zapewne doskonale pamiętacie wszystkie te cukierkowe historie, gdyż rodzice czytają je dzieciom od pokoleń... Ale czy wiecie, że nie wszystkie te historie kończyły się pierwotnie zdaniem "I żyli długo i szczęśliwie"? Pozwolę sobie zatem przypomnieć, że większość tych popularnych opowieści początkowo brzmiała zupełnie inaczej i była zdecydowanie bardziej okrutna. Przodowali w tym braci Grimm, których baśnie nie tylko nad wyraz często nie kończyły się happy endem, ale też zawierały opisy okropnych tortur i okaleczeń, drastycznych, bestialskich scen, krwawych rytuałów, mordów, gwałtów, a nawet aktów kanibalizmu i kazirodztwa. Mówiąc krótko baśnie braci w wielu przypadkach były znacznie bardziej okrutne niż niejeden współczesny thriller i kryminał razem wzięte, dlatego trudno się chyba dziwić pokutującej od lat opinii, że ich wyróżnikiem jest nieuzasadnione okrucieństwo. Co ciekawe baśnie Grimmów, Andersena czy Perraulta, w których znajdziemy nie mniej drastyczne treści, znajdują się od wielu lat w programach nauczania nawet przedszkolaków. Nie mniej ciekawe jest chyba również i to, że świat jakoś nie przejmuje się tym okrucieństwem, a powszechnie uważa je za istotny element dziedzictwa kulturowego, podczas gdy my, Polacy, z upodobaniem podkreślamy tę ich okrutną stronę, zwracając przy tym innym uwagę na pochodzenie ich autorów (szczególnie chętnie czynimy to w przypadku braci Grimm), czego nie robimy już jednak w odniesieniu do wspomnianych powyżej autorów duńskich czy francuskich.

/pliki/zdjecia/baj2_3.jpg Wilhelm Karl Grimm oraz jego rodzony brat Jacob Ludwig Karl Grimm (wybitni językoznawcy), spisali krótkie baśniowe historyjki i publikowali je początkowo w jednym z berlińskich czasopism. Historie o charakterze baśniowego horroru przyniosły im tak wielką popularność, że postanowili stworzyć i wydać ich zbiór, który opracowali na podstawie swoich wieloletnich badań nad mitami, podaniami i opowieściami ludowymi. Zbiór ten ukazał się w latach 1812 - 1815 pt. „Kinder- und Hausmärchen”. Pierwsze wydanie zrobiło prawdziwą furorę i od razu zostało przetłumaczone na wiele języków. W roku 1819 ukazało się drugie wydanie, tzw. "Wielkie Wydanie", które autorzy rozszerzyli o kilka dodatkowych baśni (łącznie zgromadzili ich 200).

Baśnie mają swoją logikę i jak wszyscy zdajemy sobie sprawę, musi w nich obowiązywać żelazne prawo moralne, czyli dobro oraz przezorność musi zwyciężyć wszelką niegodziwość, a wszystkich złych bohaterów musi spotkać zasłużona kara. To fundament poczucia bezpieczeństwa nieletniego czytelnika. Czyż nie jest tak? Po co byłoby opowiadać historię o złym wilku, gdyby po połknięciu babci, został on puszczony wolno, by mógł sobie dalej spokojnie hasać po lesie. Czy jednak takie historie muszą być aż tak okrutne? Historia pokazuje, że chyba tak, choć niektórzy autorzy (w tym głównie bracie Grimm, Andersen, czy Perrault) trochę jednak przesadzali, co sprawia, że czytelnik może odnieść wrażenie, jakby upajali się sadystycznym okrucieństwem. Swoją cegiełkę dokładali do tego także tłumacze ich książek, którzy niejednokrotnie dawali upust /pliki/zdjecia/baj3_2.jpg swojej fantazji, rozwijając opisy o sadystyczne elementy. Czy potrzebnie? Czy taka literatura nie pozostaje bez wpływu na rozwój dziecka?

Przyznam, że ja też mam wątpliwości, czy pierwotne wydania tych baśni były odpowiednie dla najmłodszych czytelników, choć trzeba oddać sprawiedliwość autorom, gdyż ci podobno napisali te baśnie z myślą o czytelniku dorosłym. Z historii wiemy, że pierwsze wydania zbioru baśni braci Grimm wzbudziły wśród czytelników konsternację, nie tyle ze względu na ich okrucieństwo, co na liczne odniesienia i podteksty seksualne. Dla przykładu w baśni "Roszpunka" przystojny książę po upojnych nocach spędzonych z tytułową księżniczką zostaje ojcem. Może nas to dziwić, ale bracia Grimm świetnie zdawali sobie sprawę, że ich historie, które pisali dla dorosłego odbiorcy, muszą zawierać okrucieństwo i sprośności, bo takie motywy zawsze budziły spore zainteresowanie. I nie pomylili się, o czym przekonuje sukces tego zbioru, którego każde wydanie sprzedało się na pniu w ogromnych nakładach (co dziś chyba nikogo nie powinno dziwić, bo na przemocy, brutalności i okrucieństwie nadal można nieźle zarobić). Nie zapominajmy jednak, że ich głównym celem nie było epatowanie okrucieństwem i erotyką, tylko promowanie tradycji ludowej, która jak widać nie jest od tych motywów wolna. Oczywiście warto przypomnieć również i to, że po sukcesie, bracia Grimm pod wpływem licznych głosów krytyki, dokonali bardzo mocnej cenzury swoich tekstów, wybierając około 50 baśni i dokonując w nich takich zmian, które ewidentnie zmniejszyły poziom okrucieństwa (wycięli zbyt krwawe epizody i motywy za bardzo nacechowane erotyką, a inne zaś przekształcali w taki sposób, by wzmocnić ich wymowę umoralniającą). Te samodzielnie wybrane i ocenzurowane baśnie wydali już z przeznaczeniem dla najmłodszych czytelników. Bardzo łatwo przekonać się, czym i jak bardzo różnią się te wersje. /pliki/zdjecia/baj4.jpgNiezorientowanych zachęcam do poszukania różnić i samodzielnego przekonania się, dlaczego wersja oryginalna baśni była tak kontrowersyjna. Ja, na zachętę, pozwolę sobie przybliżyć wam jedynie tylko kilka różnic, które mnie udało się już ustalić. W oryginalnej wersji "Królewny Śnieżki" zła czarownica zmuszona została do tańczenia na płonących węglach i musiała czynić to do czasu, aż zginęła (w niewyobrażalnych męczarniach), w „Czerwonym Kapturku” wilk pierwotnie namawiał Kapturka do wspólnego zjedzenia babci, a w "Kopciuszku" jedna ze złych sióstr odcięła sobie palec u stopy oraz spory kawałek pięty, tylko po to, by jej stopa zmieściła się do pantofelka. W „Jasiu i Małgosi” okrutna macocha wysłała dzieci z ojcem do lasu, nie po to, by je tam porzucił, tylko, by je zabił, a Tomcio Paluch zmusił olbrzyma do poderżnięcia gardeł swoim dzieciom. A w znanej i chyba najbardziej lubianej przez dziewczynki baśni "Śpiąca Królewna" księżniczka w czasie snu została zniewolona przez księcia i podczas snu urodziła mu również dwójkę dzieci, a obudziła się dopiero wtedy, gdy jedno z niemowląt zaczęło wysysać z niej mleko wraz z trucizną. Oczywiście jej teściowa rozkazała wtedy kucharzowi upiec dzieci żywcem i księżniczkę razem z nimi i podać je na kolację, ale kucharz postanowił ich ocalić, podając władczyni inne mięso. Gdy ta zorientowała się jednak, że została oszukana, natychmiast zapragnęła zemsty i zleciła zamordować całą czwórkę w wielkiej wannie pełnej żmii. Na szczęście w ostatnim momencie wszystkich ratuje książę. Nie wiem jak wy, ale ja zdecydowanie preferuję tę późniejszą złagodzoną, romantyczną wersję z pocałunkiem i magicznym przebudzeniem.

Cóż, przemoc w baśniach zasadniczo zawsze była obecna, ale w przypadku baśni, o których tutaj wspominam, odbiorcy byli zszokowani faktem, że dotyczyła ona głównie dzieci. Sama Królewna Śnieżka w oryginale miała podobno tylko siedem lat, /pliki/zdjecia/baj5.jpg Czerwony Kapturek, Jaś i Małgosia również byli bardzo nieletni, co nie przeszkadzało autorom konfrontować ich z całym złem tego świata i to w najokrutniejszym możliwym jego wcieleniu (gotowanie żywcem w garze!) bądź też uczynienie ich naocznymi świadkami niewyobrażalnego okrucieństwa, którego nikt o zdrowych zmysłach na pewno nie chciałby oglądać, a tym bardziej przeżywać na własnej skórze. Może was to zaskoczy, ale spotkałam się również z opiniami ludzi, w tym i autorytetów pedagogicznych, którzy twierdzili, że baśnie te nie tylko są dostosowane do dziecięcej percepcji, ale posiadają wartość terapeutyczną. I co wy na to? Zdaniem tychże ludzi przemoc czy drastyczne kary sprawiają, że dziecko uczy się bowiem panować nad emocjami, wyrażać uczucia i znajdować rozsądne ujście dla silnych emocji, a przy tym poznaje też reguły oraz zasady panujące w rzeczywistym świecie, co pozwala mu ten świat lepiej zrozumieć. Czy baśnie mogą więc zaburzyć rozwój dziecięcej osobowości i mogą mieć destrukcyjny wpływ na dziecko? Nie potrafię na to odpowiedzieć, ale wielu psychologów uważa, że historia świata nie zna przypadku, by ktoś po lekturze książki został bandytą (nawet, gdy nie jest ona dla niego odpowiednia). Ba, wielu z nich twierdzi nawet, że lektura baśni Grimmów to jak lek homeopatyczny (homeopatia to w końcu również leczenie trucizną, którą podaje się w znikomych ilościach, co w efekcie wzmacnia siły odpornościowe organizmu). Przy lekturze baśni Grimmów dziecko zostaje zmuszone do zmierzenia się ze złem oraz doświadczenia, że życie niesie ze sobą nie tylko radość, ale też ból, samotność i troski. Dziecko dostrzeże również, że zło można pokonać - i w sobie, i wokół, choć nie raz przeżyje też gorycz zdrady i radość zwycięstwa. /pliki/zdjecia/baj6.jpg Zdaniem tychże fachowców, jeśli tego dziecko nie doświadczy tego wszystkiego za młodu, to dojrzewanie może zaprowadzić je potem na dno przerażenia.

Tak czy inaczej baśnie braci Grimm, Andersena, Perraulta i innych, to bez wątpienia bardzo istotna część dziedzictwa światowej kultury, która zajmuje szczególne miejsce w życiu każdego dorosłego człowieka. I choć opowieści te, co by nie mówić, faktycznie nawet po ocenzurowaniu nadal nie są wolne od okrucieństwa, to jednak nie zaburzyły rozwoju naszych dziadków i rodziców, którzy się na nich wychowali. Przy tej okazji informuję zainteresowanych, że na stronie Biblioteki Cyfrowej Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Lublinie można znaleźć najstarsze polskie wydanie „Bajek domowych i dziecinnych” z 1896 roku w przekładzie Zofii Antoniny Kowerskiej. Tak więc każdy ma szansę naocznie przekonać się, czy naprawdę wszystkie baśnie Grimmów są tak straszne, jak je malują i czy autor tekstu na portalu eDziecko.pl miał rację, umieszczając zbiór baśni braci Grimm na liście „Dziesięciu najbardziej kontrowersyjnych książek dla dzieci”.

Grafika:

Oceń tekst
  • Średnia ocen 5.9
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
Średnia ocena: 5.9 /51 wszystkich

Komentarze [4]

~lola
2021-04-17 21:57

Nie powiem, interesujące.

~maria
2021-03-22 13:33

I kto by pomyślał. Zaciekawiłaś mnie!

~kriss
2021-03-21 18:01

Ciekawe. Jestem pod wrażeniem.

~_lola_
2021-03-21 16:49

Ciekawy artykuł, dla Wielu jest to zdecydowanie nowy fakt, myślę że mało kto wie o drugiej stroni baśni

  • 1

Dodaj komentarz

Możesz używać składni Textile Lite

Aby wysłać formularz, kliknij na słonia (zabezpieczenie przeciw botom)

Polecane artykuły

Niebo Niebo Bergi2014-09-25
Tekst o niczym Tekst o niczym Jorg2009-04-21

Najaktywniejsi dziennikarze

Kira 40kira
Luna 30luna
Animub 12animub
Yason 11yason

Wspierają nas:


Ian Boon Talk Easy
TFS Leonardo
OSK Dobra Szkoła

Ilość osób aktualnie czytających Lessera

Znalazłeś błąd? - poinformuj nas o tym!
Copyright © Webmastering LO Tarnobrzeg 2018
Do góry