Szkolna Gazeta Internetowa Liceum Ogolnoksztalcacego im. Mikolaja Kopernika w Tarnobrzegu

Kaprysy Bajkowego Króla   

Dodano 2020-11-17, w dziale inne

Sztuka od zarania cywilizacji powiązana była z mecenatem, zwłaszcza z tym monarszym. Relacje artysty z fundatorem miały jednak określone granice, które w mniejszym lub większym stopniu przestrzegali nawet najwięksi ekscentrycy. Wyjątek stanowił tylko jeden władca, Ludwik Bawarski. Większość z nas kojarzy go zapewne ze wspaniałymi, baśniowymi, bawarskimi zamkami, które do dziś są jedną z największych atrakcji turystycznych Niemiec. Niewiele jednak osób zdaje sobie sprawę, że gdyby nie jego piecza i niemałe nakłady finansowe, Richard Wagner najprawdopodobniej nie zapisałby się nigdy na kartach muzykologi. Nie łączyła ich jednak męska przyjaźń i schemat: zamówienie - powstanie dzieła - zapłata. Według historyków było to coś o wiele głębszego. Mówi się wręcz o mocnym uzależnieniu króla od kompozytora, które odrywało go od obowiązków i w pewnym stopniu miało też wpływ na jego niepowodzenia w życiu prywatnym, szaleństwo i upadek.

/pliki/zdjecia/lud1.jpg Bawaria, rok 1864. Aurę żałoby po królu Maksymilianie II stosunkowo szybko przerywa wielki entuzjazm poddanych, powiązany z osobą jego syna i następcy, osiemnastoletniego Ludwika II. Entuzjazm ten jest uzasadniony. Ludwik bowiem, mimo młodego wieku, wydaje się być świetnie przygotowany do swojej nowej roli. Czaruje swoją urodą, ogładą, manierami i inteligencją i chce uczynić z Monachium stolicę piękna. Wychowywano go w surowej atmosferze i w bardzo słabym kontakcie z rodzicami, za to miał oparcie w swoim dziadku, pasjonacie średniowiecza i to właśnie dzięki niemu świat dawnych legend zawładnął jego umysłem. Choć w młodości unikał udziału w dużych wydarzeniach, nie stronił od kontaktu z Bawarczykami podczas swoich licznych podróży po kraju, czym zdobył ich serca. Swoją kadencję na tronie rozpoczyna jednak od wysłania jednego ze swoich ministrów do Wiednia. Informacja ta elektryzuje Bawarczyków, którzy zaczynają snuć różne domysły i tworzą liczne teorie spiskowe. Może młody władca planuje zakrojoną na szeroką skalę akcję polityczną? A może ma to związek z jego ewentualnym ożenkiem? – zastanawiali się poddani. Tymczasem Ludwik nakazał odnalezienie i sprowadzenie ściganego przez wierzycieli i policję rewolucjonisty z roku 1848 Ryszarda Wagnera. Pięćdziesięcioletni kompozytor dotąd nie zyskał jeszcze sławy i uznania, gdyż jego muzyka uważana była za zbyt nowatorską (jego opery „Tannhäuser”, „Lohengrin” nie były wystawiane). Po trzech tygodniach niełatwych poszukiwań Wagnera jednak odnaleziono i w maju spotkał się już z bawarskim królem. Po serii niepowodzeń, los przeniósł będącego na skraju ubóstwa kompozytora do zupełnie innej rzeczywistości. Młody, ekscentryczny, pełen energii władca zadeklarował publicznie wielkie uznanie dla jego talentu oraz muzycznego geniuszu. Zaoferował mu także życiową stabilizację, umożliwiającą komponowanie i wystawianie dzieł. Razem opracowali "plan pięcioletni", który zakładał stworzenie przez Wagnera kilku kolejnych oper i dramatów muzycznych, m.in. słynnej tetralogii.

/pliki/zdjecia/lud2.jpg Wydawać by się mogło, że zyskując idealne dla artysty warunki, Wagner powinien być szczęśliwy. Nic z tego. Okazało się bowiem, że uznanie dla sztuki i przyjaźń z młodym królem ma swoją cenę. Kompozytor został niejako przymuszony do prowadzenia takiego trybu życia, jaki prowadził jego chlebodawca, a ciągła samotność i izolowanie się w domku w górach było absolutnie wbrew żywej naturze genialnego kompozytora. On potrzebował uczestniczenia w życiu śmietanki towarzyskiej, a co najważniejsze kobiet, bo owe miłostki były dla tego niepoprawnego uwodziciela prawdziwym natchnieniem. Wagner pisał: "Stosunki z młodym królem są tak delikatne i trudne do utrzymania, jak zachowanie równowagi na górskiej grani". Na szczęście nieuchronnie zbliżały się próby przed wystawieniem "Tristana", w związku z czym król wyraził zgodę na jego zamieszkanie na ten czas w pałacyku z ogrodem przy Briennenerstrasse, jednej z najbardziej wytwornych ulic Monachium. Do miasta zaczęli zjeżdżać współpracownicy Wagnera, np. Cosima, żona dyrygenta von Bulowa, z którą Wagner od razu nawiązał romans.

Wagner bardzo efektownie zaczął odreagowywać swą wcześniejszą izolację za państwową kasę. Jego bardzo wystawny tryb życia i liczne skandale z jego udziałem stały się jednym z głównych tematów rozmów mieszkańców miastu. Król jednak się tym specjalnie nie przejmował i lekką ręką finansował wszystkie zachcianki i wyskoki artysty. Kpiono, że Wagner żyje niczym kurtyzana w pozbawionym smaku zbytku. Przezywano go Lolus, nawiązując do kochanki dziadka władcy, Loli Moztez. W kraju, w którym od pięciu lat trwała wolność słowa, rozpoczęto nagonkę na kompozytora, krytykując marnowanie państwowych pieniędzy i obarczanie króla spłatą własnych długów. Sytuację zaogniało dodatkowo grubiaństwo von Bulowa, którego ekscesy podczas prób stały się żerem dla sensacyjnych czasopism. W dzień planowanej premiery "Tristana" do pałacyku przy Briennerstrasse zawitał komornik i nie kto inny jak Ludwik musiał go spłacić. /pliki/zdjecia/lud4.jpg Nad dniem tym wisiało faktycznie jakieś fatum, bo kompozytor dowiedział się także wtedy o śmiertelnej chorobie zaniedbywanej i de facto porzuconej już żony. A jakby tego było mało, to śpiewaczka, wcielająca się w partię Izoldy, skutkiem zbyt gorącej kąpieli straciła głos. Nie było wyjścia. Premiera została przesunięta o miesiąc, choć do Monachium zjechali już melomani z całej Europy. Wielki sukces jego opery nie uchronił jednak kompozytora przed następstwami własnej krnąbrności. Wydatki na Wagnera nadal diametralnie rosły. Koszty wystawiania jego pięciogodzinnych oper nie zwracały się. Kompozytor zażyczył sobie ponadto, aby Ludwik sfinansował budowę teatru muzycznego w Bayreuth, w którym wystawiano by tylko jego opery oraz konserwatorium muzycznego, co naturalnie wiązało się z astronomicznymi nakładami finansowymi. Znamienny był fakt, że poza stałą pensją, Wagner zażyczył sobie od króla dodatkowo 40 000 guldenów, które kasjer króla wypłacił mu w monetach. Warto dodać, że wiedziało o tym całe miasto, a przewóz tej kasy do pałacyku, w którym rezydował Wagner, obserwowała większość mieszkańców. Wtedy miarka się przebrała. Rodzina królewska powiedziała basta i kompozytor został zmuszony do opuszczenia Bawarii. Tak też się stało, choć młody król, pełen żalu, do końca zapewniał go o swej przyjaźni i dawał nadzieję na rychły powrót.

Czas banicji kompozytora umiliła królowi kuzynka Zofia, siostra cesarzowej Sissi. W tej pełnej urody, uroku i inteligencji księżniczce kochali się liczni europejscy książęta, lecz ona stanowczo odrzucała wszystkie ich oświadczyny, czekając na prawdziwą miłość. Taką też znalazła w osobie młodego, przystojnego króla Bawarii. On odnalazł w niej natomiast przyjaciółkę i kaleki substytut przepędzonego przyjaciela. Czas spędzali na recytacjach wierszy i librett oper Wagnera. /pliki/zdjecia/lud3.jpgTaki bieg spraw prowadził jednak donikąd. Król może próbował ją pokochać, ale nie mógł, tak jak i każdej innej kobiety. Dziś wiadomo bowiem, że Ludwik był po prostu homoseksualny. Oczywiście nie taka więź łączyła go z Richardem Wagnerem, bo gustował w młodszych mężczyznach, ale z koniuszym Richardem Hornigiem, czy młodym, węgierskim aktorem Josephem Kainzem już tak. Mimo to zgodził się pod presją rodziny Wittelsbachów do ogłoszenia swoich zaręczyn, uszczęśliwiając tym samym Zofię i kochający go lud. Para zaczęła od tej pory pokazywać się publicznie, wywierając spore wrażenie, choćby we Francji. Był to dla Ludwika pomyślny okres. Wojna z Prusami, choć przegrana przez Bawarię, paradoksalnie wzmocniła jego pozycję i umożliwia odsunięcie z rządu nieprzychylnych Wagnerowi ministrów, toteż i powrót Wagnera był tylko kwestią czasu. Jego relacje z Zofią były delikatnie mówiąc nietuzinkowe. Otwarcie mówił swej narzeczonej, że jest dla niego najbardziej szacowną z kobiet, ale prawdziwym bóstwem jest dla niego Wagner. Nazywał ją imionami heroin z oper Wagnera, a ona dała wplątać się w tę dziwną grę i nieśmiało nazywała go "Lohengrinem" bądź "Parsifalem". Nieubłaganie zbliżał się jednak termin ślubu. Na kilka dni przed uroczystością Ludwik przełożył jednak termin ślubu z lipca na październik, a potem na grudzień, czym upokorzył Zofię i jej rodzinę. Jasne stało się, że z ożenku raczej nic nie będzie. Ludwik ostatecznie zerwał te zaręczyny. Zresztą podczas nieszczęsnego okresu narzeczeństwa, chwiejność i chłód emocjonalny niedoszłego pana młodego były aż nadto czytelne. Potrafił przez godzinę całować Zofię w czoło i chwalić piękne oczu, ale do pocałunku w usta nie potrafił się przemóc. Podczas jednego z balów, w którym brał udział wraz z narzeczoną, wyszedł cichaczem, nie pożegnawszy jej nawet i udał się do opery na ostatni akt. A wszystko to w czasie, gdy naiwna Zofia robiła wszystko, co tylko mogła, by spodobać się królowi. Forsowała swój głos, ucząc się śpiewać karkołomne dla niewprawnego gardła partie wagnerowskie i zmuszała się do nawiązania przyjaźni z krnąbrnym i niemiłym jej kompozytorem. Wszystko na marne.

/pliki/zdjecia/lud5.jpg A co z Wagnerem? Jakoś urywał mu się kontakt z królem, który coraz bardziej separował się od ludzi i uciekał do swojego odrealnionego świata. Zdarzały się jeszcze czułe listy, jak zwykle pełne egzaltacji i barokowego napuszenia, ale obaj panowie zdawali się sobie być coraz mniej potrzebni. Wagner był już w pełni wypromowany, u szczyty sławy i popularności. Zajął się więc pisaniem i jako polemik nie raz naraził się królowi, którego decyzją usuwano jego publikacje. Największym jednak jego problemem stał się skandal, będący efektem jego romansu z Cosimą von Bulow, który zakończył się jej rozwodem i ślubem z Wagnerem. Król coraz bardziej dziwaczał i oddał się swojej nowej pasji - architekturze. Owocem jego nowej pasji było powstanie iście fantazyjnych zamków w Alpach: Neuschwanstein, Herrenchiemsee, czy Linderhof. Ten pierwszy stał się zresztą wiele lat później wzorem dla grafików, którzy tworzyli animacje filmowe bajek do filmów Disney’a, a także dla twórców zamków w Disneylandach. Wtedy po raz kolejny odezwały się prozaiczne problemy - koszta. Tym razem nie było jednak czarnej owcy, na którą mogło spłynąć to odium. Członkowie rodziny Wittelsbachów i przedstawiciele rządu nie mogli spokojnie patrzeć, jak uwielbiany przez lud król w ciągu jednego pokolenia wydaje fortunę rodzinną gromadzoną przez osiemset lat. Zachowanie Ludwika wyczerpało wreszcie cierpliwość rządu, który postanowił pozbawić króla tronu, co jednak nie było takie proste, gdyż na przeszkodzie stał brak godnego następcy (jego młodszy brat Otto uważany był za chorego psychicznie). Nie zrażeni tym ministrowie postanowili ostatecznie mianować Otto królem jedynie z nazwy, a rzeczywistą władzę przekazać w ręce ich 65-letniego stryja Luitpolda jako regenta. W wieku 41 lat, w wyniku spisku wrogich ministrów i stryja, ogłoszono go w końcu niepoczytalnym, odsunięto od władzy i /pliki/zdjecia/lud6.jpg zamknięto na zamku Berg leżącym nad jeziorem Starnberg. Była to jedyna zgodna z prawem droga zmuszenia władcy do abdykacji (mowa naturalnie o ogłoszeniu go niepoczytalnym). Co ciekawe, diagnozę tę postawił psychiatra dr Bernhard von Gudden, który w ogóle nie badał króla, opierając się jedynie na informacjach od osób trzecich (zignorował przy tym wszystkie zeznania przemawiające na korzyść króla). Tam też, ku rozpaczy nadal kochających go poddanych, odnaleziono pewnego wieczora na brzegu wspomnianego jeziora ciało króla i lekarza, który podobno towarzyszył mu w spacerze (notabene tego samego lekarza, który w swoim raporcie opisał jego niepoczytalność). Samobójstwo czy morderstwo, do dziś trwają spory historyków nad okolicznościami tej ich tajemniczej śmierci. Ciekawe, że rodzina Wittelsbachów, mimo licznych próśb historyków, do dziś nie udzieliła zgody na ekshumację ciała i przeprowadzenie badań, które mogłyby ostatecznie wyjaśnić tajemnicę śmierci tego władcy, o którym poeta Paula Verlaine pisał, że był „jedynym prawdziwym królem tego stulecia".

Jedno jest pewne. Ludwik był z natury pacyfistą, miłośnikiem sztuki, piękna i jednym z najbardziej charakterystycznych władców w historii Niemiec. Wszyscy współcześni psychiatrzy odrzucają też zgodnie wersję szaleństwa przedstawioną onegdaj przez doktora Bernharda von Guddena. Wśród diagnoz najczęściej dziś pojawia się ta, mówiąca, iż Ludwik, tak jak jego młodszy brat, chorował na porfirię bądź chorobę Picka, co w jego przypadku objawiało się bezsennością, skłonnościami do paranoi i depresji. Zofię spotkał nie mniej tragiczny los. Wydano ją za Ferdynanda Orleańskiego, księcia Alencon, ale nie była mu wierna, dlatego i ją osadzono w szpitalu psychiatrycznym, gdzie zginęła podczas pożaru.

Grafika:

Oceń tekst
  • Średnia ocen 5.9
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
Średnia ocena: 5.9 /7 wszystkich

Komentarze [1]

~Lewy Twix
2020-11-26 15:20

Lubię czytać twoje teksty. Tak trzymaj!

  • 1

Dodaj komentarz

Możesz używać składni Textile Lite

Aby wysłać formularz, kliknij na słonia (zabezpieczenie przeciw botom)

Najaktywniejsi dziennikarze

Kira 28kira
Hestia 16hestia
Luna 5luna

Wspierają nas:


Ian Boon Talk Easy
TFS Leonardo
OSK Dobra Szkoła

Ilość osób aktualnie czytających Lessera

Znalazłeś błąd? - poinformuj nas o tym!
Copyright © Webmastering LO Tarnobrzeg 2018
Do góry