Szkolna Gazeta Internetowa Liceum Ogolnoksztalcacego im. Mikolaja Kopernika w Tarnobrzegu

Niezagojona rana w sercu kraju   

Dodano 2020-05-20, w dziale inne

Katastrofa w elektrowni atomowej w Czarnobylu miała miejsce 26 kwietnia 1986 roku, czyli ponad 34 lata temu. Była to największa katastrofa w historii energetyki jądrowej. Wciąż nie ma jednoznacznych odpowiedzi na wiele pytań. Najczęściej jako przyczynę katastrofy wymienia się wady konstrukcyjne reaktorów lub kardynalne błędy obsługi elektrowni.

/pliki/zdjecia/cz1_3.jpgW tamtych czasach elektrownia w Czarnobylu była jedną z największych na świecie. W licznych zachowanych zapiskach można przeczytać, że dedykowana była programowi wojskowemu, który stworzony został dla armii radzieckiej. Budowę tego obiektu rozpoczęto w latach 70. XX wieku, a pierwszy reaktor uruchomiono w roku 1977. Oczywiście w kolejnych latach oddawano do użytku następne reaktory (nr 2, nr 3 i nr 4). W momencie wybuchu w elektrowni trwała budowa ostatnich dwóch (nr 5 i nr 6). Podobno reaktory od początku nie spełniały norm bezpieczeństwa. Jak ustalili naukowcy to właśnie awaria jednego z nich mogła być główną przyczyną wybuchu i późniejszego skażenia ogromnych obszarów Europy. Do katastrofy doszło podobno w trakcie przeprowadzania ważnego eksperymentu, który miał potwierdzić poziom bezpieczeństwa elektrowni. Konieczność przeprowadzenia tego eksperymentu wynikała ze zmian w projekcie, które zostały wdrożone, ale nie zostały wcześniej nigdzie przetestowane.

Eksperyment rozpoczął się o godz. 01:23. Niestety, błędy konstrukcyjne spowodowały, że reaktor stracił stabilność, a systemy awaryjne nie zadziałały. Operatorzy od razu zaczęli naciskać przyciski bezpieczeństwa (chcieli oczywiście wyłączyć reaktory), ale okazało się, że to działanie zwiększyło jedynie moc reaktora, a przegrzany system doprowadził do deformacji kanałów, w które wsuwano pręty, w wyniku czego te nie mogły opaść do końca. Wskutek zbyt słabego chłodzenia gwałtownie wzrosła ilość pary wodnej i jej ciśnienie, które radykalnie przyspieszyło reakcję jądrową. Nastąpiło uszkodzenie koszulek prętów paliwowych, ich rozerwanie i wyrzut stopionego paliwa do wody, co doprowadziło do wybuchu. W wyniku kolejnych reakcji chemicznych wytworzył się wodór, który po zmieszaniu się z powietrzem doprowadził do potężnej eksplozji, która zniszczyła reaktor i cały budynek. /pliki/zdjecia/cz2_3.jpg Zapalił się również grafit. W wyniku pożaru do atmosfery dostała się bardzo duża ilość radioaktywnego pyłu.

Do tej pory nie ustalono jednoznacznie, czy winę za katastrofę ponosi człowiek i jego błąd, czy też liczne wady konstrukcyjne reaktora. Radzieckie władze obwiniły za katastrofę ludzi pracujących w elektrowni. Antolij Diatłow (zastępca naczelnego inżyniera tej elektrowni) został skazany na 10 lat więzienia, jednak ze względu na fatalny stan zdrowia (choroba popromienna) zwolniono go przed terminem. Na miejsce katastrofy tuż po wybuchu skierowano wszystkie lokalne jednostki straży pożarnej. Strażacy byli jednak przekonani, że mają jedynie ugasić zwyczajny duży pożar. Nikt nie ostrzegł ich przed niebezpieczeństwem związanym z kontaktem z radioaktywnym dymem. Jak się domyślacie wszyscy dostali choroby popromiennej i zmarli w męczarniach. Jedyną osobą, która ocalała był ich dowódca. I choć udało im się ugasić ognisko pożaru, nikt nie podejrzewał, że już niebawem wybuchnie on na nowo i to ze zdwojoną silą. Następnego dnia na miejsce katastrofy przybył profesor Walerij Legasow (zastępca dyrektora Instytutu Energii Atomowej oraz członek komisji rządowej powołanej do zbadania przyczyn awarii w Czarnobylu), który od razu zarządził ewakuację 10 kilometrowej "strefy śmierci", która objęła niewielkie miasteczko Prypeć, które od tamtej pory zaczęto nazywać „miastem duchów”. Mieszkali tam głównie pracownicy elektrowni wraz ze swoimi rodzinami. Na polecenie profesora na płonący reaktor zaczęto zrzucać z powietrza setki ton mieszanki składającej się z piasku, boru, ołowiu i gliny. Składniki te topiły się, tworząc zwartą skorupę, która otoczyła reaktor, dzięki czemu udało się nieco opanować ten ogromny pożar. Nikt nie spodziewał się jednak, iż eksplozja wyrzuci w powietrze, na wysokość 1,5 km, substancje promieniotwórcze, które utworzyły ogromną radioaktywną chmurę. Wiatr przesunął znaczną część tej chmurę w stronę Skandynawii, ale po pewnym czasie zmienił kierunek i chmura wróciła nad Ukrainę. Druga część skażonej chmury przeszła nad Polską, Słowacją, Czechami oraz Austrią. /pliki/zdjecia/cz3_1.jpgW kolejnych dniach strefę ewakuacji wokół elektrowni powiększono do 30 kilometrów, wywożąc z tamtego terenu ponad 350 tys. mieszkańców okolicznych miejscowości. Mieszkańcy wyjechali tak jak stali, nie mogąc zabrać ze sobą żadnych rzeczy, gdyż zostały napromieniowane. Zapewniano ich jednak, że do domu wrócą za maksymalnie trzy dni, kiedy pożar zostanie opanowany. Jednak do swoich domów nie wrócili już nigdy. Według oficjalnych informacji w pierwszych dniach po wybuchu elektrowni zginęło w skutek napromieniowania 31 pracowników elektrowni i strażaków. Do pracy zmobilizowano również żołnierzy, których nazwano likwidatorami. Obecnie wiadomo, iż było ich około 650 tys. Oczywiście nie zapewniono im odpowiednich środków ochrony przeciw promieniowaniu i wielu żołnierzy, którzy pracowali przy usuwaniu skutków wybuchu i pożaru w elektrowni, prędzej czy później również odczuło skutki tej tragedii. Władze bardzo długo ociągały się z przekazaniem oficjalnej informacji o katastrofie w elektrowni mediom. Powodów było wiele, ale głównie bali się wywołania ogromnej paniki. Nie ostrzeżono również mieszkańców pobliskich miejscowości. Po dwóch dniach od katastrofy poinformowała o niej jako pierwsza stacja BBC.

Wejście do zakazanej strefy jest do dziś zabronione, ale z pewnymi wyjątkami. Byli mieszkańcy miejscowości w strefie mogą za okazaniem specjalnego pozwolenia odwiedzić tam groby swoich bliskich. Podobno w zakazanej strefie zamieszkało nielegalnie około 160 osób, które nie zważając na zagrożenie życia, zdecydowały się wrócić do swych rodzinnych wiosek. Oprócz nich pracuje tam około 3000 osób, którzy dbają o bezpieczeństwo. Dziś Prypeć stała się atrakcją turystyczną. Od pewnego czasu wpuszcza się do tego miasta małe grupy wycieczkowe, gdyż zainteresowanie tym miejscem na świecie jest ogromne. Podobno w ciągu ostatniego roku "miasto widmo" odwiedziło około 100 tysięcy osób. /pliki/zdjecia/cz4_0.jpgSwoją „turystyczną” popularność miejsce to zawdzięcza bez wątpienia miniserialowi Johana Rencka, który opowiada fabularyzowaną historię tej katastrofy. Trudno odpowiedzieć na pytanie, co motywuje turystów do odwiedzenia zamkniętej strefy. Kieruje nimi ciekawość, chęć zgłębienie okoliczności tej niewyobrażalnej katastrofy, sprawdzenia jej skutków na własne oczy, bo ogrom tej tragedii faktycznie nie mieści się w głowie. Czarnobyl przeraża, zasmuca, ale również w jakiś złowieszczy sposób fascynuje. Tak więc dla jednych inspiracją do odwiedzenia tej destynacji jest zapewne książka, wspomniany serial lub gra komputerowa. Dla innych to po prostu dark tourism lub urban exploration, ale chyba dla największej grupy ludzi (głównie są nimi mężczyźni) to mimo wszystko najzwyczajniej w świecie powrót do przeszłości. Myślę więc, że strefa ta już na zawsze zostanie takim kasandrycznym skansenem.

Grafika:

Oceń tekst
  • Średnia ocen 5.6
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
Średnia ocena: 5.6 /32 wszystkich

Komentarze [0]

Jeszcze nikt nie skomentował. Chcesz być pierwszy?

Dodaj komentarz

Możesz używać składni Textile Lite

Aby wysłać formularz, kliknij na słonia (zabezpieczenie przeciw botom)

Najaktywniejsi dziennikarze

Yazoo 43yazoo
Mitter 29mitter
Kira 18kira

Wspierają nas:


Ian Boon Talk Easy
TFS Leonardo
OSK Dobra Szkoła

Ilość osób aktualnie czytających Lessera

Znalazłeś błąd? - poinformuj nas o tym!
Copyright © Webmastering LO Tarnobrzeg 2018
Do góry