Szkolna Gazeta Internetowa Liceum Ogolnoksztalcacego im. Mikolaja Kopernika w Tarnobrzegu

Czerwone pola i lasy – cz. 2   

Dodano 2014-11-02, w dziale opowiadania - archiwum

Sasza skierował swoje kroki prosto do dworu. Musiał bowiem pomóc w przygotowaniach do obiadu. Pogryzając skibkę wiejskiego chleba, wspierał teraz kucharki. Nie straszne było mu mieszanie, mielenie i ucieranie. Nie bał się pracy, dlatego też szybko zapomniał o swojej rozmowie z Grigorem. Teraz znacznie ważniejsze było dla niego przygotowanie obiadu dla zaproszonych gości. Nagle w zaparowanej kuchni pojawiła się Natasza. Serce chłopaka zaczęło bić mocniej. Natasza stanęła w drzwiach i poprosiła o pomoc w wyciągnięciu wiadra, które wpadło jej do studni. Sasza nie zastanawiał się ani przez chwilę. Ruszył jej z pomocą i już po kilku chwilach oboje stali przy studni.

/pliki/zdjecia/bol1.jpg - Niechcący je potrąciłam, bo stało na krawędzi... - wyjaśniła Natasza.
- No nic, będę musiał ściągnąć z haka wiaderko i tym hakiem spróbować zahaczyć to wiadro w wodzie. – fachowo ocenił sytuację Sasza.

Nie zwlekając ani sekundy zabrał się do pracy. Zręcznym ruchem zdjął wiaderko z haka i nachylając się do wnętrza rozpoczął celowanie. Wiadro kołysało się na wodzie w ciemnościach studni. Dziewczyna postanowiła popatrzeć, jak Sasza radzi sobie wyjmowaniem wiadra, przechyliła się przez cembrowinę, straciła grunt pod nogami i runęła głową w dół.

- „Sasza pomóż!” – donośny krzyk zmroził krew w żyłach Saszy.

Na szczęście chłopak w ostatnim momencie zdążył chwycić dziewczynę za nogi i teraz z całej siły próbował wyciągnąć ją ze środka. Udało mu się jakimś nadludzkim wysiłkiem. A że zrobił to z ogromnym impetem, runął wraz z dziewczyną na ziemię. Ogarnięty euforią pocałował trzęsącą się jeszcze ze strachu dziewczynę. Natasza jakby rażona piorunem odsunęła się jednak od niego. Jej mina mówiła wszystko. Sasza wiedział, że wszelkie słowa będą teraz zbędne. Podpierając się rękoma usiadł więc na ziemi i patrzył tylko za odchodzącą w kierunku gospodarstwa Nataszą. W jego uszach brzmiał jednak słodki głos Amora: „Idź za nią...”. Niestety, nie posłuchał. Wstał, otrzepał się i kopiąc nerwowo każdy napotkany po drodze kamyk, wrócił do dworu. Tam chwycił za bałałajkę i zaczął grać. Tylko w muzyce mógł odnaleźć spokój.

Zbliżała się godzina przybycia gości. W gronie zaproszonych znajdowali się: Andriej Popow - moskiewski inżynier, Igor Sorokin wraz z małżonką, a także Katiusza Iwanowna - wdowa po oficerze. Przez lata skład zapraszanych na obiad do Fiodorowów gości nie zmieniał się. Było to idealne towarzystwo. Potrafili się razem smucić i radować. Gdy mąż Katiuszy umarł, wszyscy opłakiwali go razem z nią, a kiedy Fiodorowom urodziły się córki, całe towarzystwo zebrało się natychmiast, by hucznie świętować to wydarzenie. Można by rzec, że te niedzielne obiady zespoliły tych ludzi w jakby jeden organizm.

- No, już czas. - stwierdził pan Fiodorow, pykając spokojnie fajkę.

/pliki/zdjecia/bol2_0.jpgZe względu na wspaniałą pogodę, spotkanie zaplanowano na tarasie. Cała służba, elegancko ubrana, stała już w gotowości przy stole, który nakryto bielusieńkim jak śnieg obrusem. Piękna, ręcznie malowana ceramika, nie czekała jednak zbyt długo, bo goście przybyli na tyle szybko, że nie wzbudzili zniecierpliwienia gospodarzy. Służba uwijała się jak w ukropie. By nie zanudzić zaproszonych gości, raczono ich za każdym razem coraz to innymi specjałami. Z godziny na godzinę gusta biesiadników przestawały mieć jednak jakiekolwiek znaczenie i zaczynali jeść, co popadnie. Prym wiódł w tym niejaki Andriej Popow, posiadacz wielkiego brzuszyska. W odróżnieniu od Katiuszy Iwanownej, która zwykła dziobać widelczykiem jeden kęs mięsa przez pół godziny, ten pochłaniał wszystko jak leci. Gdy zaczął zbliżać się wieczór, towarzystwo rozdzieliło się. Panowie jęli przechadzać się po ogrodzie i paląc tytoń omawiali poważne tematy, natomiast panie, sącząc wino, dyskutowały o prozie życia. Pan Fiodorow przygarnął w swej dobroci do męskiego grona Saszę, by i ten dowiedział się, co w rosyjskiej trawie piszczy.

- Nie wiem, czy panowie słyszeli, ale idzie ku nam nowe zagrożenie. - rzekł Popow.
- A co to za zagrożenie, Andrieju? Wina jeszcze dużo, a mięsa to już na pewno nie zabraknie.
– dowcipnie zauważył pan Fiodorow.
- Dla Andrieja może zabraknąć! - po tych słowach Sorokina całe towarzystwo wybuchło śmiechem.
- Niestety, panowie. Bolszewicy. Rewolucja nadchodzi. - rzekł poważnie Popow.
Na twarzach rozmówców pojawiło się zdziwienie, zmieszane z nutą ironii. Sasza przestraszył się jednak nie na żarty. - Bolszewicy? Niech no tylko taki tu podejdzie. Zaraz go z mojej strzelby ubiję! - dudniąc pewnością siebie rzucił Fiodorow.
- A tam ze strzelby... Ja mu podejść pozwolę, a potem cap! I głowę odetnę szabelką! - śmiejąc się opowiadał Sorokin.
- Tak poważnie mówiąc, to nie ma się czym przejmować. Są ważniejsze problemy. - spokojnie powiedział pan Fiodorow.
- Ale..
- Stop! Andrieju, wiem, co chcesz powiedzieć. Pogadamy jednak o tym kiedy indziej.
Chciałbym raczej wrócić do naszego wcześniejszego tematu, czyli do ceny złota na zachodzie. - za delikatnym nakłonieniem Fidorowa rozmowa zeszła na łagodniejsze tory.

Sasza nadal nie był jednak spokojny. Sam już nie wiedział, co myśleć. Bać się zmrużyć oko, czy nie? Nie mógł wyzbyć się uczucia, że nadchodzą bardzo niepewne czasy. Pozostał co prawda do końca przyjęcia, ale na jego twarzy nie zagościł już uśmiech. Nawet, gdy zabawiał gości swoim muzycznym kunsztem, nie potrafił pokazać pozytywnych emocji.

/pliki/zdjecia/bol3_0.jpgGodzinę przed północą goście „rozpłynęli” się w ciemności, odjeżdżając do swoich domostw czekającymi na nich ekskluzywnymi środkami transportu. Po dobrej zabawie pozostały tylko góry brudnych talerzy i puste kieliszki. Sasza był bardzo zmęczony. Chcąc uniknąć namawiań Fiodorowów na nocleg w dworku, wymknął się ukradkiem i czmychnął do swojego „domu”. Idąc, przyglądał się lodowatemu księżycowi, który osiągnął właśnie pełnię. Zamglonymi oczyma oglądał go jeszcze później ze stodoły, lecz nie trwało to długo, gdyż sen okazał się zbyt silnym przeciwnikiem dla obciążonych już nadto powiek chłopaka. Ułożył się więc wygodnie i od razu pogrążył się w głębokim śnie.

We śnie widział gospodarstwo, na którym pracuje, piękny dworek Fiodorowów, staw, nad którego brzegiem przychodziło mu nie raz siedzieć oraz okoliczne lasy, pełne siły i dzikości. Było w tym wszystkim jednak coś dziwnego. Całą jego wizję ogarniało jakieś przejmujące zimno, samotność i bolesne uczucie smutku. Wszędzie widział tylko czerwone pola i lasy. Krwistoczerwony świat jego życia. Nagle zza bariery snu coś zaczęło atakować jego nos. Był to drażniący zapach dymu. Gdy sygnał ten dotarł do jego mózgu, świat czerwonych pól i lasów zamknął się nagle, jak okiennice uderzone przeciągiem.

- U licha, co jest!? – krzyknął Sasza, zrywając się na równe nogi.
Wtedy do jego uszu dotarły krzyki i odgłosy walki. Coś niedobrego działo się w gospodarstwie. Nagle usłyszał łomot we wrota stodoły.
- „Sasza! Otwieraj! Tu Stiopa!”.

Chłopak słysząc krzyk znajomego mu człowieka zeskoczył czym prędzej na dół i energicznie odblokował zaryglowane deską drzwi. Do środka wpadł Stiopa, który wyciągnął go na dwór jak wór kartofli. Chłopak ten był tak silny, że prawie wyrwał Saszy rękę z barku. Obydwaj ruszyli biegiem przed siebie, nie wiedząc dokładnie dokąd. Oczom Saszy ukazał się straszliwy widok. Wszędzie widać było płomienie, duszący dym i słychać było krzyki mordowanych ludzi. Sasza był przekonany, że to bolszewicy zaatakowali ich majątek. Napastnicy niczym demony poruszali się w kłębach dymu, rozdzierając bagnetami na strzępy każdego, kogo napotkali na swej drodze. O mało co sam nie zginął, gdy jeden z nich podbiegł do nich i próbował uderzyć go w głowę kolbą karabinu. Na szczęście Stiopa zauważył go wcześniej i jednym uderzeniem siekiery rozłupał mu czaszkę. Krew trysnęła na zroszoną trawę. Z tego stosu krzyków i huku płomieni Sasza wyłowił tylko jeden dźwięk. Wyraźnie słyszał głos Nataszy. Rozglądnął się i zobaczył, jak dopadła ją grupa bestialskich agresorów. Dziewczyna walczyła z całych sił, ale nie mogła sprostać takiej ilości barbarzyńskich rąk, rozdzierających jej ubranie niczym padlinę. Sasza chciał jej pomóc, ale żelazny uścisk Stiopy nie pozwolił mu się oddalić. Zrozpaczony mógł tylko patrzeć na znikającą w gryzącym oczy dymie Nataszą./pliki/zdjecia/bol4_0.jpg Zimne szpony strachu chwyciły go za serce. Najbardziej na świecie pragnął teraz śmierci tych, którzy katowali bliskich mu ludzi. Nagle i przed nim wyrosły płomienie. Droga ucieczki została odcięta. W akcie desperacji Stiopa objął Saszę z całej siły, ucałował go i powiedział ze łzami w oczach: „Niech Bóg ma Cię w swojej opiece”. Po czym zostawił go i ruszył do walki z najeźdźcą. Na niewiele się to zdało, gdyż już po chwili leżał na trawie zastrzelony przez grupę stojącego opodal bolszewika. Sasza myślał, że teraz nadszedł czas na niego. Uznał, że ucieczka nie ma sensu. Zasłonił tylko oczy i przykucnął. Usłyszał potężną salwę. Kule gwizdnęły złowrogo tuż obok jego uszu. On jednak żył nadal. Przez odgłosy pożogi przebiło się rżenie konia i krzyk:

- Duraki! Nawet strzelać nie umiecie!
- Może i nie umiemy, ale łeb urżnąć damy radę!
- Stój! - krzyknął groźnie jeden z bolszewików siedzący na koniu. - Ten chłopak jest mój!

Sasza usłyszał, jak jeździec zsiada z konia i idzie w jego stronę. Gdy zbliżył się na odległość połowy metra, nakrył chłopaka workiem i przewiesił go sobie przez ramię. Śmierdzący wór ocierał skórę chłopaka. Po chwili poczuł pod sobą jakieś ciepło. Był to koński grzbiet, który ugiął się znacząco pod jego ciężarem. Zwierzę parsknęło głośno, a jeździec strzelił w powietrzu batem. Ruszyli. Ale dokąd? Tego niestety nie wiedział...

CDN.

Grafika:

Oceń tekst
  • Średnia ocen 4.9
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
Średnia ocena: 4.9 /17 wszystkich

Komentarze [0]

Jeszcze nikt nie skomentował. Chcesz być pierwszy?

Dodaj komentarz

Możesz używać składni Textile Lite

Aby wysłać formularz, kliknij na słonia (zabezpieczenie przeciw botom)

Najaktywniejsi dziennikarze

Luna 99luna
Komso 31komso
Artemis 24artemis
Hush 10hush

Publikujemy także w:

Liczba osób aktualnie czytających Lessera

Znalazłeś błąd? - poinformuj nas o tym!
Copyright © Webmastering LO Tarnobrzeg 2018
Do góry