Szkolna Gazeta Internetowa Liceum Ogolnoksztalcacego im. Mikolaja Kopernika w Tarnobrzegu

Espresso i nieznajoma   

Dodano 2014-09-29, w dziale opowiadania - archiwum

W dniu moich 23 urodzin postanowiłem zrobić to, co lubię najbardziej. Wstałem równo ze Słońcem, włożyłem uprasowaną dzień wcześniej błękitną koszulę oraz szare wypłowiałe spodnie i wyszedłem z domu. Wiedziałem, że jedyną osobą, która zwróci na mnie uwagę, może być tylko ona, Mona Lisa, której portret wisi na jednej ze ścian w moim pokoju.

Ruszyłem przez opustoszały plac Piazza della Signorina. Usiadłem na ławce i przyglądałem się nielicznym przechodniom i nieśmiałemu dotychczas słońcu. Była 6:15 i większość przechodniów stanowili o tej porze wracający z nocnych wojaży śmiałkowie o zachwianej równowadze, których oddech przesiąknięty był oparami taniego alkoholu.

/pliki/zdjecia/mona1min.jpgNie wiem, jak długo tam siedziałem i dlaczego nic nie pamiętam, ale ocknąłem się z rozkojarzenia dopiero w jakiejś kawiarni. Siedziałem samotnie, gapiąc się bezczelnie na innych amatorów błogiego smaku ciemnego trunku. Paradoksalnie nikt nie siedział sam poza mną i jakąś kobietą. Ona też piła kawę, czytała książkę i... była piękna.

Wczoraj wieczorem, gdy prasowałem sobie koszulę, zastanawiałem się, jaka powinna być moja przyszła żona. Chciałbym móc z nią o wszystkim rozmawiać, pić z nią kawę i czytać książki. Kiedyś bardziej podobały mi się brunetki, ale teraz, sam nie wiem - najważniejsze, żeby spełniała inne kryteria. Jeszcze nigdy nie zagadałem pierwszy do kobiety. Jestem raczej typem gościa, którego nikt nie dostrzega. Może za dużo czytam i wyglądam na zbyt inteligentnego towarzysza rozmowy, albo wręcz przeciwnie, odstraszam idiotycznym wyrazem twarzy. W lustrze zawsze widzę tego samego marzyciela, który czeka, by coś się stało. Tym razem miało być inaczej. Siedziałem na wysokim obrotowym krześle i zamówiłem trzy espresso, jedno po drugim, bo piłem je duszkiem jak wódkę. Po tej mocnej serii czułem w ustach gorzkawy posmak i zastanawiając się, czy może mi to jakoś zaszkodzić, ruszyłem w jej kierunku. Chciałem się zatrzymać i zawrócić, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Byłem już 5 metrów od niej. Desperacko błagałem w myślach moje nogi, by przestały się poruszać, ale one nie usłuchały i kroczyły dalej. Powoli, ale zdecydowanie. Zapewne w tamtej chwili wyglądałem na dość poważnego człowieka, ale wewnątrz mnie panował harmider jak na przewie w szkole podstawowej. Wszystkie wnętrzności poruszały się i zderzały ze sobą, a serce wyło, bo wyczuwało zaprzepaszczoną okazję. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć, by zrobić dobre wrażenie, bo miałem świadomość, że drugiej szansy przecież nie będzie. Kiedy byłem już przy jej stoliku, spojrzała na mnie. Usiadłem na przeciwko niej. Nie chciałem za żadne skarby zerwać tej magicznej więzi między nami. Bałem się również cokolwiek powiedzieć, więc siedzieliśmy tak w milczeniu dobre 20 sekund. Na jej usta powoli wkraczał delikatny kojący uśmiech, który sprawił, że wyglądała jeszcze bardziej olśniewająco.

-Kazałeś mi długo czekać, Steve - powiedziała. - Wybaczę Ci, tylko dlatego, że masz dzisiaj urodziny - dodała z miną matki karcącej małe dziecko.

Zbiła mnie z tropu. Od rana działo się ze mną coś dziwnego, ale teraz nieznajoma wywróciła mi wszystko do góry nogami.

- Jaa..ee… Jak masz na imię? Przysiągłbym, że nigdy cię nie spotkałem, a gdyby tak było, to z pewnością bym cię zapamiętał. Piękne kobiety omijają mnie zazwyczaj szerokim łukiem – powiedziałem i od razu chciałem się ugryźć się w język. "Po co to powiedziałeś?!" – pomyślałem

- Och Steve, jesteś taki skromny. W tej koszuli wyglądasz tak męsko! Chodź ze mną, coś Ci opowiem. Wstała z krzesła, schowała do torby opasłe tomisko oprawione w niegarbowaną czarną skórę (do tej pory nie zwróciłem na nie uwagi!) i spojrzała na mnie wymownie. - Idziesz?

/pliki/zdjecia/mona2min.jpgWyszliśmy z kawiarni i przeszliśmy przez rynek, na którym siedziałem, gdy wschodziło słońce. Teraz cały plac zalany był miodowym blaskiem słońca, w którym krzątały się tłumy ludzi. Czułem się nieswojo, gdyż nieznajoma (nie powiedziała jak ma na imię) nie odzywała się do mnie. Wchodząc na rynek bałem się, że ją zgubię, bo szła dość szybko i zdawała się o mnie zapomnieć. Po chwili jednak chwyciła moją dłoń i słodko się uśmiechnęła. Dodało mi to otuchy i milczenie z jej strony już mi nie przeszkadzało. Wyszliśmy którąś z wąskich uliczek obok Palazzo Vecchio (nie rozróżniałem ich, choć mieszkam we Florencji już 5 lat) i teraz, nieco spokojniej, ruszyliśmy wzdłuż kilku małych kawiarenek i sklepików. Trzymając chłodną, chudą dłoń nieznajomej czułem się jakoś spokojnie. Nawet łysy śpiewak, którego głos odbijał się echem w uliczce, wyjątkowo mnie nie irytował. Wrzuciłem mu nawet kilka monet do kapelusza, nie rozumiejąc, dlaczego to zrobiłem.

Po dłuższej chwili cichego spaceru zapytałem:

-Jak masz na imię?

Zatrzymała się i spojrzała w moje oczy tak, jak nie czynił tego nikt do tej chwili, po czym powiedziała:

- Zamknij oczy i wyobraź sobie siebie za 20 lat. Ja jestem twoją żoną, mamy dwoje dzieci, ale żyjemy skromnie. Ty ciężko pracujesz, żeby móc mnie ciągle czymś obdarowywać, bo boisz się, że przestanę cię kochać. Dla dzieciaków jesteś wspaniałym ojcem.

- Skąd ty to wiesz?! – wykrzyknąłem nie otwierając oczu. Byłem jakby zahipnotyzowany.

- Kogoś takiego jak ty nie da się znaleźć we Florencji. Ludzie są chciwi i bezduszni, pragną tylko własnego dobra, zapominając o miłości i rodzinie. Obserwowałam cię od dłuższego czasu. Nie potrafisz znaleźć przyjaciół, bo jesteś inny. - tu zrobiła krótki odstęp, przełknęła ślinę i zapytała - Czy znasz Vincenzo Peruggia?

- Zdaje się, że czytałem o nim. To ten, który skradł Mona Lisę z Luwru?

- Ten człowiek skradł Mona Lisę nie dla własnego zysku, ale po to, by mogła wrócić tam, gdzie powstała, gdzie jest jej dom. Tu, do Florencji.

- Nie zawsze złodziej jest złodziejem.

- To zdarza się raz na milion. Tak jak ty Steve. Jesteś dobry, ale naiwny, zupełnie jak ten Peruggia. Chciał dobrze, ale trafił do więzienia. Ty zobaczyłeś mnie dzisiaj pierwszy raz, a pokochałeś mnie najgłębszą miłością, do jakiej zdolny jest człowiek. To bardzo nieostrożne, ale twoje serce łaknie miłości, więc nie zdołałeś się obronić.

Nastała chwila ciszy, w czasie której próbowałem zrozumieć, co się właśnie dzieje.

- Ty tutaj nie możesz zostać, prawda? - zapytałem, starając się powstrzymać napływające do oczu krople żalu zmieszane z dozą bolesnej pewności.

- Nie, to nie jest miejsce dla mnie ani dla nas. Ktoś popełnił błąd i znalazłeś się na Ziemi, a nie tam skąd ja przychodzę, ale będę na ciebie czekać.

Nagle zrobiło się cicho, ale ja wciąż bałem się otworzyć oczy. Powieki nie zdołały zasłonić kłującej prawdy. Nie mogłem już dłużej wytrzymać. Usiadłem na zimnym kamieniu i zacząłem płakać.

Mojego anioła nigdzie nie było.

Grafika:
Oceń tekst
  • Średnia ocen 4.4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
Średnia ocena: 4.4 /31 wszystkich

Komentarze [5]

~zoey
2014-11-05 18:36

cudowny jesteś, pisz dalej!

~Kendall
2014-10-03 17:42

Świetne ❤️

~Jaskier
2014-10-01 22:34

@Thomas

Jeśli Ci coś z korekty nie pasuje, to ślij p. Rybie cytaty i zapytaj czy wersja oryginalna nie jest lepsza. Ja tak zawsze robiłem.

~Thomaa
2014-09-29 18:23

Jest sporo zmian, a zdaje mi się, że nie wszystkie na lepsze

~Ferdynand K.
2014-09-29 18:14

@Thomas
Nie o takie Polskie walczyłem…

  • 1

Dodaj komentarz

Możesz używać składni Textile Lite

Aby wysłać formularz, kliknij na żyrafę (zabezpieczenie przeciw botom)

Najaktywniejsi dziennikarze

Luna 100luna
Komso 31komso
Artemis 25artemis
Hush 11hush

Publikujemy także w:

Liczba osób aktualnie czytających Lessera

Znalazłeś błąd? - poinformuj nas o tym!
Copyright © Webmastering LO Tarnobrzeg 2018
Do góry